Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
Strony WWWSerwery VPSDomenyHostingDarmowy Hosting CBA.pl
glowna newsy o serialu opisy odcinkow artykuly download galeria






Spotkania z Facetami w czerni

Poinformowaliśmy stanowych i zagranicznych przedstawicieli, aby nie przyjmowali żadnych nowych członków z powodu zmian, jakich dokonujemy. Mieli czekać do czasu ukazania się październikowego (1953) numeru Space Review, w którym miały znajdować się dalsze informacje. Nasze główne zadanie polegało na przejrzeniu rejestru członków i określeniu kwot, które mieliśmy im zwrócić po wydaniu następnego numeru. Musieliśmy sprawdzić, czy skarbnik miał odpowiednią ilość pieniędzy na koncie bankowym niezbędną do dokonania zwrotów. Chcieliśmy rozliczyć się ze wszystkimi naszymi członkami, którzy prenumerowali Space Review. Ruszyły tryby machiny mające na celu powstrzymanie dalszych badań oraz zmierzające do zamknięcia IFSB (International Flying Saucer Bureau - Międzynarodowe Biuro ds. Latających Spodków).
W sierpniu 1953 roku miałem ponownie przyjemność goszczenia ludzi z innego świata. To przeżycie miało jeszcze bardziej poznawczy charakter niż ich ostatnia wizyta. Nie miałem sposobu na ustalenie, czy i kiedy mogę spodziewać się ich odwiedzin, niemniej w ramach próby często wyjmowałem metal ze szkatułki, włączałem radio i powtarzałem tamto słowo. Ponieważ nic się nie działo, stwierdzałem, że nie nadszedł jeszcze czas na wizytę.
Pewnego gorącego sierpniowego wieczoru siedziałem w swoim pokoju zajęty redagowaniem październikowego numeru Space Review, kiedy nagle wydało mi się, że usłyszałem na poddaszu, tuż za moimi drzwiami, pisk. Wstałem i podszedłem do nich, aby sprawdzić, czy to mój ojczym chodzi po strychu czegoś szukając. Spod drzwi nie widać było światła, więc pomyślałem, że się przesłyszałem, lecz w tym samym momencie znowu poczułem zapach siarki. Był on bardzo niewyraźny i kiedy usiadłem, nasilił się. Schyliłem się ku podłodze i poczułem, że jest tam jeszcze silniejszy, więc pomyślałem, że ma własność snucia się tuż nad podłogą i powolnego unoszenia się. Ponieważ zawsze towarzyszył wizytom tych dziwnych istot, był to sygnał, że mogę się ich niebawem spodziewać. Zadawałem sobie pytanie, co to za zapach. Nigdy nie pytałem ich o to i teraz postanowiłem, że zrobię to przy najbliższej okazji.
Nie wiedziałem, czy mam otworzyć drzwi i wyjrzeć na strych, czy czekać na ich pojawienie się w moim pokoju. Intensywność zapachu wciąż rosła i w końcu otworzyłem zamek. Kiedy to zrobiłem, serce podeszło mi do gardła! W drzwiach stała ta sama postać, która siedziała obok mnie w teatrze, szła za mną ulicą i złożyła wizytę w moim pokoju. Osobnik ten ruszył na mnie, tak że musiałem wejść z powrotem do pokoju. Szedł z utkwionymi we mnie oczami, z których wydobywała się lekka poświata. Sądziłem, że jest sam, ale myliłem się. Z tyłu stało dwóch innych. Wszyscy trzej weszli do pokoju i zamknęli drzwi.
Moje ciało ogarnął chłód. Czego mogli chcieć, ukazując się w ten sposób i ryzykując, że zostaną przez kogoś zauważeni? Cofnąłem się w stronę łóżka. Jeden z nich wystąpił przed dwóch pozostałych rozglądając się po pokoju. Po raz pierwszy miałem okazję przyjrzeć się im z tak niewielkiej odległości.
Ich ubrania były wykonane z czarnego materiału przypominającego tkaninę, z której szyte są stroje księży. Były dobrze wyprasowane i wyglądały jak nowe. Wszystkie pozostałe części ich garderoby, takie jak krawaty, koszule, skarpetki i buty, również były czarne. Mieli kapelusze typu Homburg, również czarne. Ich twarze nie miały zbyt przyjemnego wyrazu. Oczy świeciły jak malutkie latarki, zaś zęby były śnieżnobiałe i mocno kontrastowały z ich bardzo ciemną karnacją. Nie widziałem ich dłoni, ponieważ mieli na nich czarne rękawiczki. Ich ciała otaczała błękitnawa poświata i zastanawiałem się, czy to nie ona jest źródłem owego siarkowego zapachu.
Znowu ogarnął mnie lęk. Czekałem na jakiś ruch z ich strony, ponieważ nie wiedziałem, czy będę traktowany przyjaźnie, czy z agresją. Najbliższy mnie osobnik przerwał ciszę i przemówił do mnie w typowy dla siebie sposób, bez poruszania ustami.
- Przybyliśmy, aby zabrać cię na najważniejsze spotkanie. Ponieważ czeka nas daleka droga, musimy ci towarzyszyć wszyscy trzej. Zobaczysz naszą bazę operacyjną na twojej planecie. Weź z sobą swój metalowy krążek.
Podszedłem do szkatułki, w której go trzymałem, wyjąłem go i zacisnąłem w dłoni. Następnie obróciłem się w kierunku istot i czekałem na dalszy bieg wypadków. Zbliżyli się do mnie i stanęli wokół mnie, po czym po raz pierwszy mnie dotknęli. Czułem, jakby dotykały mnie kawałki lodu. Całe moje ciało nagle zdrętwiało, jakbym otrzymał potężną dawkę nowokainy.
Następnym, co pamiętam, było otwarcie oczu w jakiejś dużej pieczarze. Zdziwiły mnie jej niezwykłe rozmiary - nigdy nie widziałem ani nawet nie słyszałem o takiej jaskini. Nic byłem nawet pewny, czy znajduję się na Ziemi. Po niezwykłych przeżyciach ostatnich miesięcy wcale nie byłbym zdziwiony, gdyby okazało się, że jestem na Księżycu!
Towarzyszący mi trzej osobnicy wciąż byli ze mną. Zauważyłem, że wszyscy stoimy na platformie wykonanej ze srebrzystego metalu przypominającego nierdzewną stal. Padała na nas wiązka jasnego światła wydobywająca się z położonego niezbyt daleko przed nami obiektu. Zastanawiałem się, dlaczego tak dużo światła dobiega również z góry. Spojrzawszy w tamtym kierunku odkryłem tego przyczynę. Cały sufit był wykonany z lodu i padające z góry światło przechodziło przezeń oświetlając wnętrze jaskini. Ta lodowa pieczara wyglądała, jakby wykuła ją jakaś nadludzka istota, tak jak wykonuje się otwór w śniegu przy pomocy gorącego pręta. Z całą pewnością do jej wydrążenia musiano użyć ogromnych ilości ciepła.
Miałem nieodparte uczucie, że wciąż znajduję się na Ziemi, lecz w jakimś odległym jej zakątku, w którym człowiek jeszcze przez wiele lat nie postawi stopy. Moja eskorta zauważyła moje zainteresowanie otoczeniem i wskazała na metalową ścieżkę biegnąca przede mną, dając mi do zrozumienia, że powinienem nią pójść. W pewnym miejscu
skręcała ona ostro w prawo, gdzie w obszerniejszej części jaskini tkwił wielki obiekt w kształcie cygara przypominający rakietę wielkości oceanicznego liniowca. Z miejsca, w którym stałem, nie było widać jego drugiego końca, niemniej zauważyłem, że był on wykonany z tego samego lśniącego metalu i miał z boku podobne do iluminatorów otwory.
Ścieżka prowadziła prosto do płyty usytuowanej w bocznej ścianie tego obiektu. Kiedy się do niej zbliżyłem, wiązka światła, która nam towarzyszyła, zogniskowała się na małym wybrzuszeniu na jej powierzchni. Niemal natychmiast płyta przesunęła się w bok z piskliwym, przeszywającym do szpiku kości zgrzytem. Wszedłem do środka a za mną moja trójosobowa eskorta. Gdy tylko przekroczyliśmy próg, płyta zasunęła się za nami wydając taki sam dźwięk.
Nie miałem pojęcia, co się ze mną stanie, po co mnie tu dostarczono i kogo mam tu spotkać.
Znajdowaliśmy się w długim korytarzu z płytami pokrywającymi w różnych miejscach ściany, nad którymi umieszczone były małe świecące banieczki, z których część była tego samego koloru, a część różniła się odcieniem. Eskortujący mnie osobnicy zatrzymali się przy jednej z płyt, po czym jeden z nich wyjął z ubrania mały cylindryczny przedmiot podobny do latarki i zaświecił nim w małą dziurkę w płycie. Drzwi z miejsca przesunęły się w bok. Gestem dali mi znać, abym tam wszedł. Pomieszczenie przypominało laboratorium lub fabrykę chemiczną.
Laboratorium wypełniała aparatura wykonana na pierwszy rzut oka z tego samego błyszczącego metalu. W wielu punktach długich ciągów rur i cewek umieszczone były okrągłe szklane pojemniki przerywające przepływ przezroczystej jak woda cieczy. Była ona zapewne w jakiś sposób podgrzewana, ponieważ wydobywały się z niej bąbelki pary. Odniosłem wrażenie, że jestem świadkiem prowadzonego na ogromną skalę procesu destylacji. W jednym końcu laboratorium stał duży zestaw przyrządów składający się z zaworów, światełek i liczników. Przy tablicy rozdzielczej siedziała jakaś postać przesuwająca dźwignie i przyciskająca guziki. Kiedy zbliżyliśmy się, moja eskorta zatrzymała się, operator obrócił się w naszą stronę i powiedział coś nie poruszając ustami. Chociaż poprzednio rozumiałem wszystko, co było mówione, teraz nie mogłem nadążyć za tym, co mówili. Wiem tylko, że rozmawiali ze sobą.
Operator zachował swój oryginalny, podobny do potwora wygląd, który widziałem w pomieszczeniu ze szklaną kopułą. Był wzrostu członków mojej eskorty i bardzo szkaradny. Miał niezgrabny, niemal prostokątny zarys ciała. Jego oczy emanowały takim samym blaskiem i kiedy spojrzał na mnie, poczułem, że wnikają w moją duszę. Następnie usłyszałem, jak mówi do mnie.
- Witaj w naszej bazie operacyjnej na twojej planecie, Ziemi. Przebyłeś wiele mil, aby tu dotrzeć. Trwało to zaledwie kilka sekund. Gdybyś chciał tu przybyć przy pomocy waszych środków transportu, zajęłoby ci to wiele dni i nocy. Znajdujesz się w miejscu waszej planety zwanym Antarktydą. Wybraliśmy tą okolicę, ponieważ jest nie zamieszkana i nie ma tu nikogo, kto mógłby nam przeszkadzać w wykonywaniu naszych zadań. Tę bazę wykonaliśmy drążąc tunel w pokrytej lodem powierzchni, pozostawiając mały otwór, przez który mogą przedostać się jedynie nasze najmniejsze pojazdy. Intensywny chłód, jaki tu panuje, nie przeszkadza nam, ponieważ wasz zakres temperatur nie działa na nas. Nasze ciała z łatwością dostosowują się do tego zakresu. Powierzchnia naszej rodzinnej planety jest lodową pustynią i temperatura tam jest nawet niższa niż tu, w regionie waszego południowego bieguna. Wszystkie nasze miasta są zbudowane pod ziemią.
Mamy wyjścia na powierzchnię podobne do kraterów, przez które możemy wysuwać terminalne przeznaczone dla statków kosmicznych służące do ich startów lub lądowań. Kiedy nic nie startuje ani nie ląduje, terminale opuszcza się w głąb kraterów, zaś ich platformy służą jako zamknięcie ich wylotów. Po opuszczeniu terminali na powierzchni pozostają tylko wieże łączności. Polecono mi pokazać ci, co robimy z wodą morską, którą pobieramy z powierzchni waszej planety. Najpierw pokażemy ci, jak la woda dociera do nas. W tym celu musimy przejść do sąsiedniego pomieszczenia, skąd twoja eskorta zaprowadzi cię w stosowne miejsce. Kiedy tu wrócisz, wyjaśnię ci, na czym polega wydzielanie z wody tego, co nas interesuje.
Po tych słowach pozwolił nam odejść. Moja eskorta zaprowadziła mnie do kolejnych drzwi, ponownie otwierając je wiązką światła z "latarki". Weszliśmy do wąskiego, długiego tunelu, który przypominał tunel nowojorskiego metra, tyle że był od niego mniejszy. Podeszliśmy do małego pojazdu z siedziskami. Pojazd wspierał się na pojedynczej szynie i najwidoczniej był używany do przemieszczania się po tym dużym obiekcie, który, jak mi się wydawało, był statkiem kosmicznym. Weszliśmy do pojazdu i zajęliśmy w nim miejsca. Ledwie zdążyliśmy usiąść, gdy pojazd ruszył wydając ciche buczenie. Z jego przodu padało światło oświetlające tunel. Zauważyłem, że po drodze mijaliśmy wiele świateł. Domyśliłem się, że są to przystanki tej jednoszynowej kolejki.
Nagle pojazd zatrzymał się. Wyszliśmy na peron i stanęliśmy przed następnymi drzwiami. Eskorta otworzyła je tak samo jak poprzednio i weszliśmy do dużego, okrągłego pomieszczenia, w którym aż huczało od ruchu. Ściana pokryta była tablicami rozdzielczymi, przed którymi siedzieli operatorzy i manipulowali dźwigniami oraz przyciskami. Tu i tam błyskały światełka. W podłodze znajdował się duży, okrągły otwór ogrodzony metalową balustradą. Kiedy podeszliśmy do niej, stwierdziłem, że ma on około 60 stóp (18 m) średnicy, jeśli nie więcej. Spojrzałem w dół i zobaczyłem, że ku górze wznosi się coś podobnego do windy. Urządzenie dojechało do poziomu podłogi i nie zatrzymując się wznosiło się dalej ku sufitowi. Napędzany prawdopodobnie od spodu, podtrzymujący platformę, duży cylinder zatrzymał się przesunąwszy się przez sufit.
Następnie na najbliższym stanowisku sterowniczym rozświetlił się duży ekran i ukazała się na nim biała kropka, która przesuwała się z jednej strony ekranu w kierunku jego środka - przypominało to ekran radaru. Po chwili kropka rozbłysła czerwonym kolorem i znikła. Z góry dobiegły wibracje, jakby coś uderzało w sufit. Platforma opadła i kiedy już obniżyła się do poziomu podłogi, ledwie mogłem uwierzyć własnym oczom, widząc, co unosiła.
Kilka stóp przede mną stał prawdziwy latający spodek! Piękna, idealnie okrągła maszyna z rzędem iluminatorów oraz pojedynczym prętem wystającym z jej wierzchołka. Spodek wykonany był z tego samego błyszczącego metalu. Nie widziałem żadnych drzwi służących do wchodzenia i wychodzenia załogi. Później wyjaśniono mi, dlaczego ich nie widziałem.
Spodek zjechał w dół przez otwór w podłodze i zniknął z pola widzenia. Moja eskorta zaprowadziła mnie do okrągłego filaru o średnicy około 9 stóp (2,7 m), który znajdował się w dalszej części pomieszczenia. Jeden z nich otworzył
drzwi, które z miejsca zamknęły się po naszym wejściu do środka. Byliśmy w windzie. Stojący obok mnie osobnik wcisnął guzik na ścianie i podłoga ruszyła w dół.
Kiedy zatrzymaliśmy się, otworzyły się drzwi i wkroczyliśmy do długiego tunelu tej samej wielkości, że aż trudno było uwierzyć, iż wciąż przebywamy wewnątrz dużego statku. Tuż przed nami stał spodek, który zjechał przed chwilą dużą windą. Z jego dna wysunęła się długa rura, przez którą wypuszczono przypominający wodę płyn. Wlano go do urządzenia, które wyglądało jak duży lejek i zasysało go z dużą szybkością. Oczy jednego z członków eskorty rozbłysły jaśniejszym blaskiem i usłyszałem, że jest to pobrana z powierzchni Ziemi woda morska.
Po zakończeniu wyładunku spodek przesunął się na bocznicę podobną do kolejowej, jakich było się tam wiele. Przetarłem oczy ze zdumienia, widząc, ile jest tam tych spodków. Wszystkie stały na bocznicach, na których znajdowały się również platformy umożliwiające ich załogom wchodzenie i wychodzenie z nich. W ziemskiej terminologii pomieszczenie to nazwano by hangarem latających spodków. Wszędzie unosił się zapach siarki i zastanawiałem się, czy jest on w jakiś sposób związany z używanym przez nich paliwem.
Wróciliśmy tą samą drogą i znowu znalazłem się w laboratorium, z którego rozpoczęliśmy naszą wędrówkę. "Monstrum", które spotkałem poprzednio, stanęło przed nami i po raz pierwszy od chwili przybycia w to dziwne miejsce, eskorta opuściła mnie. "Monstrum" podprowadziło mnie do tablicy z przyrządami pomiarowymi i wskazało
na mały licznik pokryty dziwnymi znakami. Spod licznika wchodziła rurka łącząca go całym systemem cewek i przewodów.
Usłyszałem, że jest to miejsce, do którego trafia z położonych niżej ogromnych zbiorników morska woda. Jest ona przesyłana systemem rur i wężownic, w których poddawana jest procesowi umożliwiającemu pozyskiwanie potrzebnej im substancji. Nie powiedziano mi, jak działa ten system ani co jest jego końcowym produktem. Miałem nadzieję, że w końcu go zobaczę i byłem bardzo zadowolony, kiedy usłyszałem, że zaraz to nastąpi.
"Monstrum" zabrało mnie do sąsiedniego pomieszczenia, w którego centrum znajdowała się ogromna maszyna. Miała wiele liczników, mierników, przycisków, wskaźników etc. Wydawała dziwny dźwięk i była obsługiwana przez trzy inne "monstra". Na drugim jej końcu niewielki taśmociąg osłonięty szklaną rurą transportował bloczki sprasowanego materiału przypominające kostki bulionu. Nie pozwolono mi przebywać w tym pomieszczeniu zbyt długo i nikt nie proponował dalszych wyjaśnień dotyczących procesu, którego byłem świadkiem. Sądzę, że przeznaczenie tego materiału było otoczone głęboką tajemnicą i wszelkie rozmowy ze mną na ten temat były zakazane.
Ponownie zaprowadzono mnie do laboratorium, gdzie czekała na mnie moja trzyosobowa eskorta. Z ich zachowania wywnioskowałem, że moja wycieczka dobiega końca. Znowu pojechaliśmy jednoszynową kolejką, lecz tym razem zatrzymaliśmy się na innej stacji, gdzie wsiedliśmy do windy. Z windy weszliśmy do jasno oświetlonego, półkulistego pomieszczenia wyposażonego w rząd krzeseł. Zaintrygowała mnie jego podłoga, ponieważ przypominała terakotę, z tą różnicą, że każda płytka wykonana była z błyszczącego
metalu z wyrytym na niej wzorem. Było to arcydzieło sztuki zdobniczej, jakiego nigdy dotąd nie widziałem.
Przed rzędem krzeseł usytuowana była duża płyta, a nad nią duża bańka, która zajaśniała ciemnoczerwonym światłem, kiedy usiedliśmy na wprost niej. Jeden z członków eskorty wstał, podszedł do tablicy z przyciskami znajdującej się obok tej płyty i przycisnął jeden z nich. Płyta rozsunęła się z buczeniem. Osobnik ten podszedł następnie do nas, wówczas wstaliśmy i poszliśmy za nim. Przeszliśmy przez drzwi i weszliśmy do długiego korytarza, którym dotarliśmy do następnej płyty. Przystanęliśmy na chwilę i gdy nad płytą zapłonęło czerwone światło, ten sam członek eskorty ponownie podszedł do tablicy z przyciskami, wcisnął jeden z nich i płyta przesunęła się w bok.
Znalazłem się w kolejnym półkolistym pomieszczeniu, trochę większym od poprzedniego. Jego ściany były pokryte szklanymi, mlecznymi ekranami, podobnymi do telewizyjnych, oddzielonymi od siebie metalową ramą. W środku pomieszczenia znajdowało się koliste podium, na którym dostrzegłem pochyloną skośnie tablicę z wieloma przyciskami i dźwigniami przytwierdzoną do metalowego postumentu. Przed tablicą było siedzisko dla operatora, którego jeszcze nie było. Podeszliśmy do środka pomieszczenia, weszliśmy na podium i usiedliśmy na półkoliście rozmieszczonych siedziskach.
Światła przygasły i w ścianie naprzeciwko nas rozsunęły się drzwi, przez które weszła otoczona niebieską poświatą postać. Była ubrana w złocisty mundur. Jej srebrzyste włosy kontrastowały z jasnobrązową karnacją skóry. Wyglądała, jakby była bardzo mocno opalona. Kiedy się zbliżyła, moją uwagę zwróciła jej przystojna twarz. Miała niemal ziemskie rysy, mocno kontrastujące z brzydotą pozostałych. Była muskularnie zbudowana i mierzyła około 9 stóp (2,7 m) wzrostu. Domyśliłem się, że jest to jedna z owych "wysoko postawionych" istot, o których mówiono mi wcześniej - biseksualna istota stojąca na czele bazy, a być może nawet całej tej operacji.
Moja eskorta powstała i ja również. Kiedy ta dostojna istota weszła na podium, wszyscy trzej ukłonili się. Następnie każdy z nich podszedł do niej i dotknął jej czoła takim samym kawałkiem metalu, jak mój, który każdy z nich, jak wówczas zauważyłem, trzymał kurczowo w ręku. Domyśliłem się, że i ja powinienem to zrobić, i poszedłem za ich przykładem. Kiedy dotknąłem jej czoła moim kawałkiem metalu, poczułem, że przez moje ramię przechodzi mrowienie i koncentruje się na skroniach. Dostojna istota usiadła przed tablicą na miejscu operatora, a potem my na swoich siedziskach.
Dostojna istota odwróciła się, spojrzała mi prosto w oczy i wówczas dostrzegłem, że jej oczy również świecą. Podobnie jak w przypadku innych istot jej rasy, jej oczy zdawały się przenikać mnie na wylot. Po chwili istota ta przemówiła do mnie nic poruszając ustami:
- Witam cię serdecznie w naszej bazie operacyjnej na waszej planecie. Twój pobyt tutaj jest przejawem szacunku, jaki żywimy wobec ciebie, za sprawą trudu, jaki zadałeś sobie starając się nawiązać przyjazne stosunki z przybyszami z kosmosu. Wiedzieliśmy o twoich staraniach na długo przed twoją daremną próbą nawiązania kontaktu z nami za
pomocą eksperymentu, który przeprowadziłeś. Zanim nawiązaliśmy z tobą kontakt, przez pewien czas obserwowaliśmy cię. Chcieliśmy sprawdzić twoją szczerość. Przekonawszy się, że jesteś wiarygodny i masz silną wolę, wybraliśmy ciebie spośród wielu innych ludzi, abyś mógł nas odwiedzić i poznać cel naszego pobytu na waszej planecie. Dowiedziałeś się już wielu rzeczy. Słuchałeś cierpliwie, nie zadając nam kłopotliwych pytań, niemniej jestem przekonany, że masz jeszcze ich wiele i chciałbyś je zadać. Jesteśmy gotowi wysłuchać twoich pytań, lecz zastrzegamy sobie prawo uchylenia się od odpowiedzi na te spośród nich, które uznamy za wykraczające poza dozwolony zakres. Zatem słuchamy.
Tak więc nadszedł długo oczekiwany moment - zaproszenie do zaspokojenia mojej ciekawości i uzyskanie odpowiedzi bezpośrednio od "przywódcy" istot z latających spodków. Po szybkim namyśle postanowiłem, że muszę pytać przede wszystkim o sprawy zasadnicze, ponieważ nie wiedziałem, ile czasu przeznaczono na tę rozmowę.
Nie namyślałem się długo nad pierwszym pytaniem.
- Od jak dawna przebywacie na naszej planecie?
- Od roku 1945 według waszej rachuby czasu - padła natychmiastowa odpowiedź.
- Jaki jest główny cel waszego pobytu na naszej planecie?
- Aby korzystać z waszych ogromnych zasobów wody morskiej?
- Do czego jej używacie?
- Nie możemy ci tego powiedzieć, niemniej pokazaliśmy ci już, co z nią robimy, kiedy ją pobieramy.
- Jak długo zamierzacie pozostać na naszej planecie?
- Jakieś piętnaście lat waszego czasu planetarnego.
- Czy w czasie pobytu tutaj latacie na swoją planetę, a potem tu wracacie?
- Wymieniamy załogę co dwa lata - odpowiedział wymijająco.
- Powiedziano mi, że pewną część, produkt odpadowy z przerobu wody morskiej, wrzucacie z powrotem do morza. Jak to robicie?
- Odpady są odwożone małymi pojazdami, które pobierają następnie wodę. W rzeczywistości są one wyrzucane w czasie lotu.
- Czy macie zamiar uczynić jakąś szkodę ludziom w czasie swojego pobytu tutaj?
- Musieliśmy zastraszyć wielu z was, a w pewnych przypadkach podjąć nawet znacznie poważniejsze kroki, w wyniku których zginęli twoi współbracia, Ziemianie. Wielu waszych ludzi zostało przeniesionych na naszą planetę w celach eksperymentalnych, jak również w charakterze eksponatów. Posiadamy okazy istot z wielu planet, z których część nie żyje. Konserwujemy ich. Podobnie stało się z twoimi współziomkami, też nie żyją.
- Czy zamierzacie zabrać mnie kiedyś na swoją planetę?
- Nie, nie zamierzamy, chyba żebyś zaczął nam przeszkadzać. Wówczas tego rodzaju działanie mogłoby okazać się konieczne.
- Czy stanowię dla was jakiś problem?
- Jak dotąd nie uczyniłeś nic, aby nam zaszkodzić, i zrobiłeś wrażenie na naszych ludziach z powodu swojej determinacji.

- Dlaczego wybraliście właśnie mnie, mając do wyboru mądrzejszych ode mnie ludzi?
- Żadnemu człowiekowi o wysokim intelekcie lub pozycji zajmowanej w twoim społeczeństwie nie podobałoby się to, co byśmy mu pokazali lub wyjaśnili. Gdy tylko spuścilibyśmy taką osobę z oczu, z miejsca wszczęłaby poszukiwanie nas.
- Czy mogę zadać kilka pytań o sprawy, które nurtują nas od dawna i na które nie znamy jeszcze odpowiedzi? Nasi naukowcy snują jak na razie jedynie domysły na ten temat i nie wiemy, ile jest w nich prawdy.
- Możesz zadawać dowolne pytania, lecz jak wspomniałem ci wcześniej, nie odpowiem na nie, jeśli będę uważał, że nie powinienem. Tak więc pytaj.
- Najważniejsze z tych pytań brzmi: Jak daleko rozciąga się kosmos? To nasza największa zagadka.
- Wybrałeś bardzo istotne pytanie i sądzę, że zrobiłeś mądrze. Przestrzeń lub wielka próżnia nie ma końca, przynajmniej w dostępnym dla nas zasięgu. Jak już poprzednio wyjaśnialiśmy, istnieje główne ciało, z którego powstają wyrzucane w wielką pustkę, którą nazywamy próżnią, wszystkie planety i ich słońca. To główne ciało zdaje się ciągle rosnąć, nigdy się nie zmniejsza, mimo iż bez przerwy wyrzuca z siebie nowe ciała. Jest to masa tak gorąca, że nie można się do niej zbliżyć, nawet na miliardy lat świetlnych, określając w waszych kategoriach. Wszystkie wyrzucane ciała są gorące. Są to ogniste kule, które docierając do chłodniejszych miejsc przestrzeni, eksplodują i wytwarzają mniejsze ciała, które krążą wokół nich. Mniejsze ciała stają się po ostygnięciu planetami, lecz proces ich stygnięcia trwa bardzo długo. Wysłaliśmy nasze statki w celu zbadania obszarów położonych poza obszarem ciał krążących, w strefę głębokiej czerni, w której nic nie widać. Ten niezmierzony obszar głębokiej czerni oczekuje na wypełnienie go ciałami. Straciliśmy wiele statków badawczych, które zapuściły się zbyt daleko w głęboką czerń i nigdy z niej nie powróciły. Sądzę, że będzie to bardziej jasne, jeśli pokażemy ci to na jednym z ekranów. Jeśli spojrzysz na tę ramę świetlną, lepiej zrozumiesz, co staramy się ci przekazać.
Podium obróciło się i zatrzymało w chwili, gdy przed nami znalazł się podświetlony ekran, na którym pojawiła się trójwymiarowa mapa nieba ukazująca wielkie ciało centralne świecące ognistą czerwienią, wirujące i wyrzucające ogniste kule, które zdawały się krążyć wokół niego. Wiele małych systemów słonecznych wirowało wokół ciała centralnego. Było ich tak wiele, że czasami nie można było odróżnić jednego od drugiego. Każde z tych ciał było okruchem, lecz podejrzewam, że niektóre z nich były tysiąc razy większe od Ziemi.
Na krańcach ekranu obracała się wielka czarna jak atrament plama, z której nie wydobywała się ani odrobina światła. Ten obszar reprezentował zewnętrzną krawędź bezkresnej próżni, z której nie wrócili badacze tych istot. Niezwykły obraz zniknął i przystąpiłem do zadawania pytań.
- Skoro zbadaliście tak wielki obszar kosmosu oraz ciała znajdujące się w pobliżu nas, chciałbym wiedzieć, czy na którejkolwiek z planet naszego układu, nie licząc Ziemi, istnieje życie?
- Już ci mówiono, że na Marsie lub Czerwonej Planecie, jak ją nazywacie, żyli kiedyś ludzie. Zostali zniszczeni przez istoty z mijającej was planety, podobnej do naszej. Zostali wykorzystani i zniszczeni przez tych przybyszy. Kolejna, najbliższa was planeta, Wenus, jest pokryta całunem i przechodzi obecnie przez stadium prehistoryczne, podobne to tego, jakie wasza planeta przechodziła bardzo dawno temu. Życie dopiero zaczyna się tam rozwijać. Czy będzie ono miało formę podobną do waszej, ziemskiej, nie wiemy, niemniej ma cechy charakterystyczne, podobne do tych, jakie ma życie na Ziemi.
- Czy na Masie są jakieś ślady dawnego życia?
- Tak, są tam ruiny miast, które były arcydziełami sztuki, oraz resztki czegoś, co było kiedyś potężnym systemem wodnym używanym głównie do celów komunikacyjnych. Po zniszczeniu go tamtejsi ludzie nie rozwinęli systemu podróży powietrznych. Nie rozwinęli również technologii porównywalnej z waszą, w jej obecnym stadium rozwoju.
- Wiele rzeczy, które mi powiedziałeś, przypomina w znacznym stopniu domysły naszych astronomów. W jakim stopniu ich przypuszczenia są prawdziwe?
- Wśród was jest wielu mądrych ludzi, zarówno mężczyzn, jak i kobiet, którzy są w stanie zajść bardzo daleko, jeśli będą używali swojej inteligencji w celach pokojowych, nie starając się zniszczyć siebie nawzajem za pomocą przerażających broni.
- Czy są jeszcze jakaś inne zasiedlone planety w naszym systemie?
- Jesteście jedyną planetą w waszym systemie solarnym z ludzką formą życia.
- Czy istota ziemska mogłaby przetrwać na którejkolwiek z pozostałych planet naszego układu?
- Nie, bez specjalnego wyposażenia na pewno nie.
- Jak sądzicie, czy uda się nam sięgnąć Księżyca, Marsa lub Wenus?
- Tak, dotrzecie na wasz księżyc, lecz będzie to wielkie rozczarowanie dla waszej rasy.
- Czy na Księżycu znajdują się minerały, które mogłyby być użyteczne na Ziemi?
- Tak, Księżyc jest bardzo bogaty w minerały i mogę dodać, czego większość ludzi nie wie, że w wielu jego kraterach znajduje się woda.
- Co było przyczyną ich powstania?
- Większość z nich powstała w procesie stygnięcia, kiedy Księżyc oderwał się od Ziemi, lecz niektóre z nich powstały wskutek uderzeń wielkich meteorów, kiedy z ciała centralnego wyrzucony został inny system słoneczny, mniej więcej w tym samym czasie, kiedy powstał wasz system.
- Czy wierzycie w Boga?
- To wytwór twojej rasy. Macie tu dziwne rasy i kolory ludzi, mówicie wieloma językami i wydaje się, że wszyscy ludzie w procesie swojego rozwoju pragnęli czcić coś lub kogoś. Pragnęli niczym małe dzieci uczłowieczyć idee, na których mogliby polegać. Ich wiara była aż tak wielka, że wydawało się im, iż od czasu do czasu zdarzają się cuda. Wszystko to zapisano, aby przyszłe pokolenia mogły o tym przeczytać. Są to historie, które w wyniku kolejnych przekazów uznano w końcu za prawdę.
- Co sądzisz o Jezusie Chrystusie?
- To człowiek o wielkiej wierze w Boga, któremu przypisuje się mocno przesadzone nadludzkie atrybuty. Nie potrafił ocalić siebie od śmierci, nawet jego własny naród nie uwierzył mu, mimo iż czcili tego samego Boga.
- Czy macie na swojej planecie Boga lub czy czcicie coś?
- Nie czcimy niczego, niemniej wiemy, że wielkie ciało centralne stworzyło nas wszystkich i wyrzuciło w przestrzeń, aby powstało życie lub byśmy zostali martwym kawałkiem materii unoszącym się w przestrzeni.
- Co myślisz o wniebowstąpieniu Jezusa Chrystusa, skoro nie odnaleziono jego ciała?
- Przestudiowaliśmy wszystko, co dotyczy waszej planety, i często zastanawialiśmy się nad waszym prymitywizmem. Łatwo jest przekonać was do czegokolwiek. Waszym przywódcą może być ktoś, kto potrafi ukierunkować waszą miłość i nienawiść w pożądanym przez siebie kierunku. Wasi ludzie są bardzo podatni na najróżniejsze wpływy, czują się bezpieczni, dopóki mają przywódcę. Na naszej planecie każda istota jest niezależna i sama jest swoim przywódcą. Niektórzy są bardziej inteligentni i cieszą się szacunkiem, lecz nie stają się naszymi przywódcami. W przypadku waszego religijnego przywódcy, Jezusa Chrystusa, najmądrzejszym człowiekiem nic był on sam, lecz ten, który wpadł na pomysł ukrycia lub zniszczenia jego ciała, tak by po wielu wiekach ludzie mogli czerpać korzyści ze świętowania jego narodzin i śmierci. W przypadku waszych religii najlepiej pozostawić wiele spraw niedomówionych, dzięki czemu staje się to powodem wrzenia na waszej planecie.
- Czy istnieje życie po śmierci?
- Na naszej planecie nie wierzymy, aby istniało życie po zniszczeniu ciała, lecz mamy to szczęście, że okres naszego życia jest pięciokrotnie dłuższy od waszego. Niektórzy żyją jeszcze dłużej, lecz są to ci "wybrani". Nie mamy na naszej planecie chorób, lecz przyczyną śmierci wielu jest wielka czerń, która pokrywa naszą planetę, kiedy przechodzi ona przez rejony pewnych ciał niebieskich w swojej wędrówce wokół wielkiego ciała centralnego. Z tej też przyczyny mieszkamy pod ziemią i zamykamy wszystkie otwory wiodące na powierzchnię, aby uniemożliwić wniknięcie niebezpiecznego gazu, który nas wtedy nęka.
- Jak wyjaśnisz opisy obserwacji duchów. Wielu ludzi utrzymuje, że je widziało?
- Prawdopodobnie zdziwisz się, kiedy powiem ci, że głęboko pod powierzchnią waszej planety w miastach-jaskiniach żyją istoty, które mają zdolność stawania się niewidzialnymi, kiedy pojawiają się na powierzchni. Dość często włóczą się po powierzchni planety i lubią wywoływać przerażenie w celu ukrycia kradzieży pewnych rzeczy, które zabierają ze sobą.
- Co według was jest przyczyną szerzącej się epidemii raka?
- Jej główną przyczyną jest pojawienie się napędzanych benzyną pojazdów.
- Czy znajdziemy na to lekarstwo?
- Tak, wasi uczeni wynajdą odpowiednie lekarstwo.
- Czy mógłbyś pokazać mi jakieś sceny z życia na waszej planecie?
- Miałem nadzieję, że cię to zainteresuje, ale chciałem, aby to wyszło od ciebie.
W tym momencie światła przygasły, podium obróciło się, zaś ekrany na ścianie rozświetliły się scenami z życia na planecie tych dziwnych przybyszy. Dostojna istota wciskała guziki i pociągała za dźwignie na tablicy kontrolnej, omawiając sceny, które nazywała "klatkami".
- Na pierwszej klatce zobaczysz powierzchnię naszej planety w pewnym regionie. Jeśli przyjrzysz się uważnie, zobaczysz, jak podnoszone platformy ładownicze wyłaniają się z wnętrza krateru wraz z potężnymi wieżami i szybami wind. Wiele naszych miast nie ma połączeń za pomocą podziemnych korytarzy i dlatego większość podróży odbywa się na powierzchni przy pomocy niewielkich pojazdów.
Opisując poszczególne klatki cały czas patrzył na mnie. Czułem pulsowanie w głowie i pieczenie oczu. Byłem tak zafascynowany pokazem, że nie zwracałem uwagi na tę niewygodę. Wkrótce ukazała się kolejna klatka. Przedstawiała podziemne miasto. Było wspaniałe, oświetlone przez nieznane źródło światła, tak jakby to był dzień. Budynki połączone były przezroczystymi, cylindrycznymi drogami. W centralnej części tych cylindrów jeździły w obu kierunkach małe pojazdy, zaś po obu ich stronach spacerowały te istoty.
Następna klatka przedstawiała budynek przypominający grobowiec lub świątynię. Wewnątrz widać było ściany pokryte szufladami lub tacami. Na otwartych tacach znajdowały się obiekty podobne do strusich jaj. Były one, jak mnie poinformowano, przyszłymi pokoleniami planety, które poddawano procesowi wylęgu, zawsze kiedy pojawiała się czerń i pochłaniała wiele żyć. Dowiedziałem się również, że poprzez ich wylęg uzupełniano ubytki spowodowane śmiercią w wyniku wypadków.
Kolejna klatka przedstawiała duży podziemny poligon strzelecki, na którym wiele istot ćwiczyło się w używaniu dziwnej broni. Był to srebrzysty przedmiot w kształcie rurki z wieloma przyciskami na uchwycie. Kiedy te istoty naciskały je, z broni wystrzeliwały ogniste kule, które przepalały potężne metalowe płyty umieszczone w pewnej odległości. Oświadczono mi, że to jeden z rodzajów ich broni. Jednak największe wrażenie wywarło na mnie to, że te ogniste kule po przepaleniu celu zataczały pętlę i wracały z powrotem do "strzelby", z której były wystrzelone! Kula wracała, jak gdyby "na zwolnionych obrotach". Powodowało to powtórne naładowanie broni, ponieważ po powrocie kula była ponownie wystrzeliwana.
- Czy to najpotężniejsza z waszych broni? - zapytałem.
- Nie, mamy broń, która jest zbyt potworna, aby ją wam pokazać.
- Czy mógłbyś mi coś powiedzieć na temat jej charakteru?
- To promień o dalekim zasięgu, który pali wszystko na swojej drodze.
- Czy używaliście kiedykolwiek tej broni w działaniach wojennych?
- Jedynie po to, aby odeprzeć najeźdźców, którzy chcieli nas skrzywdzić.
- Czym żywicie się na waszej planecie?
- Odżywiamy się głównie roślinami przypominającymi wasze grzyby. Hodujemy ich wiele rodzajów, z których każdy ma inne wartości odżywcze. Zjadamy również różne stworzenia wodne pokryte skorupami. Duże plantacje zakładane w pobliżu naszych wód rodzą smakowite owoce, z których wytwarzamy wiele naszych produktów żywnościowych.
- Dlaczego pobieracie wodę z naszych mórz, skoro macie własną na swojej planecie?
- Wody na naszej planecie nie zawierają żadnych domieszek. Nie mamy wód podobnych do waszej wody morskiej, która jest bardzo bogata w różne rzeczy.
- Czy będę mógł opisać swoje przeżycia, żeby inni mieszkańcy Ziemi mogli was poznać?
- Nie chcemy, abyś opowiadał komukolwiek o tym, co ci się przydarzyło. Musisz zachować to wszystko w sekrecie. Do dzisiaj byłeś posłuszny tej zasadzie, mimo iż twoje zachowanie nie było spowodowane strachem przed konsekwencjami z naszej strony. Dopóki posiadasz ten mały kawałek metalu, znajdujesz się w naszej mocy.
- Dlaczego w towarzystwie tych, którzy odwiedzają mnie w domu, boli mnie głowa?
- Potrafimy wtargnąć do twojego umysłu i przejąć kontrolę nad twoim ciałem.
- Czy istnieje jakiś sposób, przy pomocy którego moglibyście przekonać mnie, że to nie sen? Czy moglibyście, powiedzmy, wykonać jakiś manewr lub ukazać się w pobliżu mojego domu, tak aby również inni zdali sobie sprawę z waszego istnienia, zwłaszcza ci, którzy nie wierzą w istnienie latających spodków?
- Możemy zaaranżować wydarzenie, które będzie stanowiło dowód przeznaczony na twój użytek, ale nie chcemy, abyś opowiadał komukolwiek o jego genezie. Za kilka dni wyślemy jeden z naszych małych pojazdów w rejon twojego
miejsca zamieszkania, który wystrzeli ognistą kulę, która zniszczy coś mało wartościowego. Nie zrobimy nikomu krzywdy, niemniej to wydarzenie może wywołać duże podniecenie w twojej społeczności.
- Czy stanie się to w pobliżu mojego domu?
- Będzie to na tyle blisko niego, żebyś mógł usłyszeć i zobaczyć rezultat.
Dostojna istota podniosła się nagle i zrozumiałem, że wywiad dobiegł końca. Pożegnała mnie, po czym wszyscy trzej członkowie mojej eskorty zbliżyli się do niej i przyłożyli swoje metalowe krążki do jej czoła. Powiedzieli, że mam zrobić to samo. Następnie dostojna istota opuściła pomieszczenie w taki sam sposób, w jaki doń weszła.
Moja trzyosobowa eskorta zaprowadziła mnie z powrotem do jednoszynowego pojazdu, którym udaliśmy się do małej metalowej rampy, z której weszliśmy do statku kosmicznego. Chociaż temperatura musiała być bardzo niska, nie czułem żadnej jej zmiany. Okazało się, że kurczowo ściskam swój metalowy krążek i kiedy lekko rozluźniałem uścisk, z miejsca poczułem chłód. Być może ten metal uodparniał mnie na zmiany temperatury. Nigdy nie przyszło mi do głowy zapytać ich o to.
Kiedy schodziłem metalowymi stopniami na dno jaskini, moi trzej konwojenci zatrzymali mnie nagle i uformowali wokół mnie koło. Dotknęli swoimi metalowymi krążkami mojego czoła i znowu straciłem przytomność.
Kiedy się ocknąłem, stałem pośrodku mojej samotni. Wciąż czułem ból głowy i pieczenie oczu. Miałem wrażenie, że jestem opuchnięty. Usiadłem na łóżku i potarłem rękami oczy i głowę. Znowu zastanawiałem się, czy nie postradałem przypadkiem zmysłów. Może cierpiałem na jakiś rodzaj obłędu? Czyżby to i pozostałe przeżycia były tylko snem? Pomyślałem, że dobrze by było pójść z tym do lekarza.
Nagle zdałem sobie sprawę, że nie mam już w ręku metalowego krążka i moje obawy w jednej chwili wzrosły. Podbiegłem do szkatułki i otworzyłem ją. Na dnie pudełka leżał jak przedtem błyszczący metalowy krążek! Podniosłem go i w chwili gdy to zrobiłem, ból ponad oczami wzmógł się. Kiedy położyłem krążek na miejsce, ból ustał. Zamknąłem szkatułkę i podszedłem do łóżka, aby się na nim położyć. Kładąc się, spojrzałem na zegarek. Była czwarta rano. Nie było mnie przez sześć godzin! Zostało mi zaledwie kilka godzin na sen. Rano musiałem być w pracy. Wyciągnąłem się wygodnie na łóżku i z miejsca zasnąłem.

# Ravefi und Fludi #

   
 


David Duchovny i Gillian Anderson ponownie wcielili się w Muldera i Scully. "The X-Files: I Want to
Believe" na DVD od 20 stycznia '09!

 

 

 

 
 


Obecnie serial "Z archiwum X"
nie jest emitowany w żadnej
polskiej stacji telewizyjnej. TVP
ociąga się z premierą 9 serii.

 

 

 
 

Pilotowy odcinek
Pilotowy odcinek wyemitowano
w 1993 roku w USA. Od tego
czasu powstało ponad 200 odc.
obejmujących 9 sezonów serialu.

 

 

 
 


David Duchovny karierę zaczynał
jako statysta i narrator w filmach.
Dzięki "The X-Files" stał się
rozpoznawalny na całym świecie.

 

 

 
 


Przeprowadzka do Anglii wyszła
Gillian Anderson na dobre.
Jako Lady Dedlock podbiła serca
Brytyjczyków w "Bleak House".

 

 

 
 


Nauczony złym doświadczeniem,
serwis doczekał się alternatywne-
-go adresu URL. Zawsze
znajdziecie go na xfiles.xbr.pl!

 

Sliders PL

www.m2000.prv.pl

The X Files Forum

Koncerty, rock, metal

statystyka